1 maj 2013 r.

Oba te dni były dniami dużych manifestacji warszawiaków, głównie na Placu Zamkowym. Tak, w obu dniach tam byłam! Szczegółów pamiętam niewiele, ale kilka mam w pamięci bardzo wyraźnie.

Udział w tłumie demonstrantów pomagał rozładować tę ostrą złość na ZOMO i zwolenników stanu wojennego, tych, co go wprowadzili i tych, co go popierali! Udział w demonstracjach był dla mnie czymś oczywistym. Obraza i chęć działania przeważała nad strachem.

Jednego z tych dwóch dni schroniłam się przed gazem łzawiącym i nacierającym na nas ZOMO w kościele św. Anny. Wyszłam, gdy za drzwiami kościoła było już na oko spokojnie, Chyba po 2 - 3 godzinach. Obok mnie szedł chłopiec około 12 lat. Jego zaraz zgarnęli ZOMOwcy do budy, mnie nie zaczepiali. Doszłam piechotą do domu na Mokotowie. Wszędzie było spokojnie. Ten drugi dzień był dużo trudniejszy. Pamiętam, że uciekałam z tłumem demonstrantów z Placu Zamkowego ku Krakowskiemu Przedmieściu; goniło nas ZOMO, rzucali pociskami z gazem. Razem z Teresą (koleżanką z IPIPAN) dotarłyśmy do Karowej; była pusta, wbiegłyśmy tam i weszłyśmy do jakiegoś domu starców. Przestraszony personel ubrał nas od razu w fartuchy i kazał siąść na krzesłach przy łóżkach chorych, pouczając, co mówić, jeśli wejdą,, te zbiry’’ i będą wypytywać, co tu robimy. Ale zbiry nie przyszły na szczęście. Zerkaliśmy przez okno na Karową. Trwała tam wojna ZOMO, które od Krakowskiego wrzucało granaty gazowe, z paroma nastolatkami, którzy dobiegali z bram domów i odrzucali te pojemniki na ZOMO-wców i znów smyrgali w bramy domów po drugiej stronie Karowej. Myślałam, co będzie, jak w nocy przyjdą po tych chłopaków do ich mieszkań. Jak i kiedy wracałyśmy, nie pamiętam?

Potem, pewnie to było 11 listopada 82,demonstranci spod Katedry św. Jana zostali zepchnięci na dół na Wisłostradę, a tam jechało za nami ZOMO konne. Byłam na końcu demonstracji tuż przed pyskami koni, …Ale jakoś po trochu wyszliśmy bez wypadku…Konne ZOMO wyglądało na mniej otumanione jakimiś środkami niż to za tarczami i z pałami. Wieczorem w TV gadano o potwornych demonstracjach jak zwykle.

A dzisiaj? Dzisiaj, 1 maja 2013,po 31 latach od tamtych dni, od tamtych dni, leżę w łóżku, piję kawę, jem kartofle z kurczakiem i ćwikłą, czytam w SALON 24 w dziale HISTORIA jak to ,,uliczna opozycja’’ w Warszawie demonstrowała w 1982 i opatruję opuchłą nogę. Wtedy biegałam w tenisówkach….Tak, ulica warszawska była wobec ZOMO solidarna i dzielna, chociaż jak napisał dzisiaj w intrenecie Jan Bodakowski, kilka osób wtedy zamordowano, a zatrzymano setki. Niebezpiecznie –potwierdzam-było młodym mężczyznom i niedorostkom, kobiety około 50-tki jak ja były na ogół mało zagrożone, chociaż granaty z gazem nie wybierały…

Przez wszystkie następne lata chodziłam 1 maja wcześnie rano do kościoła na Żoliborzu na ,,mszę za ludzi pracy,, Po mszy ZOMO atakowało wychodzących, przed – legitymowało i zawracało. Przychodząc wcześniej unikałam legitymowania ,a za to widziałam jak podjeżdżały busiki z prowokatorami- młodzi po cywilnemu, w NOWYCH trampkach, których dowożono na tę mszę. Teraz te osoby 45+.Ciekawe czy mają jakieś emerytury za tamte czasy? Co robią, co myślą, co wspominają? Co wspominają ich matki?

Tak,obok,,ulicznej opozycji’ ’była też spora, równie chyba liczna grupa , zwolenników ładu i porządku’’. ,,Uliczna opozycja’’ w tamtych czasach przełamała w sobie strach. Ci, co byli za, ładem i porządkiem nie skorzystali z okazji danej, wtedy wszystkim przez Niezwykłą Reżyserię Losu. A życie w strachu to nędzna podróbka…

Teraz trzeba dbać o tych, którym brakuje na żywność! I na czynsz…

( O tym dużo na www.integral.org.pl)